Botoks: Szczecin pokazuje, że trucizna może również korzystnie wpływać na nasz organizm

Człowiek ma instynkt samozachowawczy, który nakazuje mu unikania zagrożeń, sytuacji, które mogą się dla niego źle skończyć. Jednak dla ratowania lub poprawy urody, atrakcyjnego wyglądu sięgamy po coś, czego normalnie się wystrzegamy. Dobrym przykładem jest botoks. Szczecin wykorzystuje go do walki ze zmarszczkami.

Jak to możliwe, że szczeciński botoks ma takie właściwości? Tajemnica tkwi w ilości użytej trucizny. Normalnie śmiertelna dawka botuliny wynosi - doustnie - 1 μg (mikrogram, czyli milionowa część grama) na kilogram masy ciała, ale w latach 70. XX wieku odkryto, że odpowiednia ilość może mieć działanie terapeutyczne. Początkowo botoks stosowano w leczeniu schorzeń o podłoży neurologicznym, by później użyć go w medycynie estetycznej.

Bakterie wytwarzające jad kiełbasiany powstają w warunkach beztlenowych, np. w glebie, w osadzie dna morskiego, w źle przechowywanym mięsie, rybach, jarzynach. Po dostaniu się do organizmu toksyna trwale wiąże się z płytką nerwowo-mięśniową, przez co następuje zahamowanie produkcji acetylocholiny, tj. neuroprzekaźnika odpowiedzialnego za skurcze. Efektem tego jest wygładzenie istniejących zmarszczek i niepowstawanie nowych przez około pół roku.

Kto może stosować botoks? Szczecin pokazał, że poza ciążą, okresem karmienia i wiekiem poniżej 12. roku życia nie ma tutaj ograniczeń. Z zabiegów korzystają gwiazdy ekranu, osoby na wysokich stanowiskach, przedstawiciele handlowi, prezenterzy, czyli osoby bazujące na swoim wizerunku. Poprawa wyglądu poprzez iniekcję botuliny nie wiąże się z hospitalizacją i przebiega bardzo szybko.